Co wiedzą banki a czego nie wiedzą sądy w sprawach frankowych?

Sądy czeka jeszcze dalsza edukacja jeśli ich orzeczenia mają być rzetelne i odnosić się do sedna problemu kredytów indeksowanych. Sama znajomość przepisów dotyczących postanowień nieuczciwych nie wystarczy. Konieczna jest znajomość praktyki bankowej. Bank doskonale wiedzą, że oferując kredyty powiązane z walutą wystawiały kredytobiorców na jednostronne ryzyko, podczas gdy same w konstrukcji tych kredytów były w pełni zabezpieczone. Niestety, niektóre sądy nadal tkwią w błędnym przekonaniu, że banki także były wystawione na ryzyko walutowe i jeśli kurs spadnie poniżej kursu, po którym były brane kredyty, to banki stracą. A to jest nieprawda świadcząca wyłącznie o tym, że sąd nie zgłębił tematu.

Tytułem przykładu pod takimi twierdzeniami podpisała się Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie Ewa Ligoń-Krawczyk wydając wyrok w dniu 8 grudnia 2015 roku (Sygn. akt I C 1255/14). Co gorsza, te twierdzenia przyjął Sąd Apelacyjny rozpoznający apelację kredytobiorcy od tego wyroku (wyrok SA z dnia 2 czerwca 2017 roku, sygn. akt I ACa 456/16) z przewodniczącą SSA Beatą Kozłowską jako Sędzią – sprawozdawcą. Oba sądy uznały, że umowa kredytu waloryzowanego mbank równomiernie rozkłada ryzyko walutowe pomiędzy kredytobiorcę i bank. Pojęcia domykania pozycji walutowej w banku i pozbywania się ryzyka walutowego przez to pozostają nadal zagadnieniami skomplikowanymi dla sądów, które wręcz uważają, że ta kwestia w ogóle nie dotyka istotny sporu. Tymczasem przedstawiając praktykę banków stojącą za konstrukcją kredytów indeksowanych można wykazać cały szereg zarzutów i elementów wadliwych umów kredytów powiązanych z walutą odchodząc od popularnego zarzutu dowolności ustalania tabel kursowych.

Niestety, takie błędne przekonania sądów, pod którymi podpisują się swoimi nazwiskami sędziowie, świadczą wyłącznie o kompletnym niezrozumieniu jak wygląda praktyka banków związana z udzielaniem tego typu kredytów. Niestety, sądy w braku swojej wiedzy, niechętnie sięgają po biegłych specjalistów, którzy mogliby im wyjaśnić na czym polega konstrukcja kredytów powiązanych z walutą. Wolą podpisać się pod orzeczeniem, z uzasadnienia którego wynika, że sąd nie zna się na sprawie, którą właśnie rozstrzygnął. Być może nie wiedzą nawet o co pytać, a tu dużą rolę powinni odegrać profesjonalni pełnomocnicy. Niestety również i oni nie zawsze wiedzą jakich biegłych i jakie tezy dla nich postawić aby okoliczności, które wykaże biegły przekuć na zarzuty prawne wobec umowy. Sprawy frankowe nie sprowadzają się do opinii biegłego na tzw. nadpłaty, a zdecydowana większość pełnomocników ogranicza się wyłącznie do wniosku o taką właśnie opinię.

Pozostaje zatem dalsza edukacja sądów…

Barbara Garlacz – radca prawny specjalizujący się w sprawach sądowych tzw. kredytów frankowych


powrót